Miłować ogień

WIDEO: W tej przemowie Gary Fenn mówi o tym, by ogień płonął w naszych sercach i pochłonął wszystko, co nie jest z Chrystusa.

Jezus przyszedł, by przynieść ogień

W swojej przemowie na ostatniej konferencji BCC w Chrześcijańskim Centrum Konferencyjnym na Północnym Wschodzie Stanów Zjednoczonych Gary Fenn z mocą przemawiał o tym, co to znaczy wytrwać w ogniu. Jezus powiedział: „Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i jakżebym pragnął, aby już płonął!” (Ew. Łukasza 12,49). W I Liście Piotra 4,12-13 jest napisane: „Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu, ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili.”

W tej przemowie Gary mówi o tym, co to znaczy wytrwać w ogniu oraz pozwolić, by ogień wykonywał pracę w naszym życiu tak, jak Bóg tego chce. Mówi też o niesłychanym rezultacie przyjęcia tego ognia, a także przyzwolenia na to, by ten ogień wyczyścił wszelki grzech oraz szukanie swego w naszym życiu. To nie jest nic dziwnego, gdy doświadczamy ognia w naszym życiu! To jest Boża praca w nas, by nas uświęcić i oczyścić. Miłujmy więc ten ogień!

Obejrzyj oraz posłuchaj fragmentów tej przemowy tutaj, lub przeczytaj poniższą transkrypcję.

Transkrypcja:

Przemowa Gary Fenna z dnia 25 maja 2019 r. w NECCC:

Chciałbym przeczytać słowo z III Księgi Mojżeszowej, które pracuje mocno w moim sercu. Możemy czytać z rozdziału 6, od wesetu 12. „A ogień będzie płonął na ołtarzu i nie wygaśnie. Kapłan zapalać będzie na nim drwa każdego rana i ułoży na nim ofiarę całopalną, i spali przy niej tłuszcze ofiar pojednania. Ogień będzie stale płonął na ołtarzu i nie wygaśnie.”

To było Bożym przykazaniem w Starym Przymierzu. Bóg tego pragnął i tego sobie życzył, by ołtarz był zawsze przygotowany do złożenia ofiary. Ogień miał się stale palić, by można było przynieść ofiarę. Teraz, w czasie Nowego Przymierza, ołtarz ten został przemieniony z kamiennego i drewnianego na ołtarz w naszych sercach. Zamiarem jest, by ogień w nas wszystkich, którzy posiadają takie „ołtarze w sercu” nigdy nie zgasnął. A to oczywiście, przede wszystkim, jest ogień pierwszej miłości do naszego Zbawiciela. Od czasu naszej młodości, aż do momentu, gdy odejdziemy, ogień ten powinien się palić w naszych sercach. W naszym życiu nie powinno być ani jednego dnia, w którym ten ogień na ołtarzu naszego serca … nie tyle zgasł, ale by te płomienie przestały jasno świecić.

To właściwie jest tragedia, kiedy ktoś, kto zaczął iść tą drogą i ogień gorliwości został zapalony w jego młodym sercu, krok po kroku traci ten ogień. Dlaczego? Pewnie dlatego, że opał na ten ogień nie został ofiarowany. Ogień będzie się palił dopóty, dopóki jest coś, co ofiarujemy. Dla nas to oznacza, przede wszystkim, że żyjemy w duchu, w którym przyznajemy się do własnego stanu. Jesteśmy stale świadomi Bożego ognia, który chce spalić to, co jest jeszcze częścią ludzkiej natury, z czego jeszcze nie zostałem zbawiony.

Oczywiście Jezus był pierwszą i najdoskonalszą ofiarą. Gdy przyszedł na świat, ofiarował swoje ciało, jako ofiarę miłą Bogu, by czynić Jego wolę. I to ciało nigdy nie zostało użyte do niczego innego, jak tylko czynienia woli Jego Ojca w niebie. To jest też celem, abyśmy również stali się ofiarą miłą Bogu. Jednak wtedy ogień musi nas pożerać! Boża czystość nie może się zjednoczyć z żadną nieczystością w naszej naturze. Jego miłość nie może się zjednoczyć z miłością do samego siebie i szukaniem swego. Ogień musi to pochłonąć. Pozwólmy więc naprawdę się umocnić i zachęcić, by ogień nigdy nie zgasł – powinien zawsze się palić na ołtarzu naszego serca. Wtedy w miarę upływu lat, będziemy się starzeć, wypełnieni żarliwością do Boga. Tą żarliwością, którą mieliśmy na samym początku, a wy, którzy jesteście młodzi, wasza żarliwość musi zostać rozpalona. Jeśli jeszcze nie została rozpalona, może to stać się teraz. Ofiaruj samego siebie. Stań się ofiarą. Stań się ofiarą całopalną, a wtedy Boży ogień spadnie na ołtarz twojego serca – żar zostanie rozpalony prosto z nieba; by miłować Boga i Jemu służyć. Nie pozwól, by cokolwiek ci w tym przeszkodziło. Wtedy naprawdę warto jest żyć.

Jest również napisane w IV Księdze Mojżeszowej 31,23: „(…) wszystko, co wytrzyma próbę ognia, przeprowadzicie przez ogień, i to zostanie uznane za czyste. Jednak należy to oczyścić wodą oczyszczającą. Wszystko zaś, co nie wytrzymuje próby ognia, przeprowadzicie przez wodę.” To jest więc oczywiste – Bożą intencją względem nas jest to, byśmy stali się ludźmi, którzy potrafią znieść ogień; byśmy nie musieli żyć w tym, co można oczyścić jedynie wodą. Wiemy, że to ma do czynienia z zewnętrznymi grzechami. Woda czyści nas zewnętrznie.  Wszyscy tego już doświadczyliśmy i doświadczamy. Potrzebujemy oczyszczenia wodą i możemy być za to niesłychanie wdzięczni. Na przykład wszyscy doświadczamy tego, że przychodzą chwile, w których powinniśmy nieść swój krzyż w ciszy, jednak gdy przychodzi ucisk, wtedy być może coś wymyka się z moich ust w kierunku mojego współmałżonka, moich dzieci, moich rodziców, czy w braterstwie. Nie byłem w stanie znieść ognia. Nacisk w danej chwili był dla mnie trochę za wielki. Wtedy muszę zawrócić i powiedzieć: „wiesz, kochanie, nie powinienem był tego powiedzieć w ten sposób. Proszę, przebacz mi. To nie było moim zamiarem. Tak naprawdę nie miałem tego na myśli, ale mimo to, tak wyszło!” I wtedy może mnie oczyścić woda. I oczyści, więc mogę kontynuować z dobrym sumieniem, iść dalej po tej drodze. Zamiarem jest jednak to, byśmy stali się uczniami, którzy potrafią znieść ogień.

Jest również napisane o Jezusie, naszym Mistrzu, w Ew. Łukasza. Wiemy, że nikt nie był tak wypełniony Bożym ogniem, jak On. W Ew. Łukasza 12,49 mówi: „Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i jakżebym pragnął, aby już płonął.”

Oczywiście, ten ogień palił się w Jego sercu. Jeśli tego nie potrafisz wyraźnie dostrzec, nie jesteś też w stanie zobaczyć życia Jezusa Chrystusa ani Jego Słowa. Gdy zapytał swoich uczniów: „Za kogo ludzie mnie uważają?” Właśnie wtedy pomyśleli o  Jeremiaszu, czy Eliaszu…prorokach ognia! W ten sposób doświadczyli Jezusa Chrystusa. Jezus był pokorny i ubogiego serca, wypełniony dobrocią, wypełniony miłością – wszystko to było prawdą – ale był również wypełniony Bożą żarliwością w swoim sercu. Ten żar został niewątpliwie rozpalony w Nim i wykonał swoją niesamowitą, oczyszczającą pracę w Jego życiu. „Och” – mówi – „Chciałbym, by ten ogień palił się już w moich uczniach!” Jednak oni jeszcze nie byli w stanie go znieść. Duch Święty nie został jeszcze zesłany, nie potrafili więc znieść ognia, który był w Nim, ale On zaczął ich z pewnością na to przygotowywać. Napominał ich i pracował z nimi, a także karcił, dyscyplinował i nauczał ich drogi prawdy. Ze względu na to, że miał do nich zaufanie, byli w stanie przyjąć ogień. On miał czynić w nich dzieło zbawienia. A gdy Duch Święty został wylany, wtedy uczniowie byli pędzeni Duchem Świętym i ogniem. I odwrócili świat, w którym żyli, do góry nogami.

„Chrztem mam by�� ochrzczony i jakże jestem udręczony, aż się to dopełni!” Jezus był ochrzczony wodą, ale chrzest ogniem stale pracował w Jego wnętrzu. Wiedział, że ten chrzest musi nastąpić, by Jego uczniowie mieli otwartą drogę, by ogień również działał w ich życiu. To rzeczywiście leżało Mu na sercu. Martwił się tym. Wiedział, że bez chrztu ogniem nie był możliwy żaden prawdziwy duchowy rozwój w ich życiu. Miał głębokie pragnienie i tęsknotę za tym. On miłuje uczniów oddanych całym sercem Jemu. Miłuje ich aż dotąd! Miłuje nas, jeśli jesteśmy pośród nich! To właśnie z nami pragnie mieć zaufaną społeczność i nas do niej wybrał. Nas, którzy mamy ten sam zmysł, którzy zbroimy się każdego dnia tym zmysłem, Jego zmysłem, by cierpieć w ciele, aby zakończyć z grzechem. Niech ogień się pali i pochłonie wszelki grzech. Nie wycofywać się, nie zatrzymywać! Nie próbować się z tego ognia wydostać. Nie, musimy wejść w ogień, by mógł wykonać w nas swoją oczyszczającą pracę! Tacy ludzie są uczniami i mają zmysł ucznia.

Jezus mówi: „nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię…” Czyż nie przyszedł po to, by przynieść pokój? W pewnym sensie tak. Ale powiedział coś jeszcze: „Nie przyszedłem przynieść pokoju.” Powiedział to, gdyż nie ma prawdziwego pokoju, zanim nie nastąpi wojna! Nie ma pokoju, jeśli idziemy na kompromis z wrogiem. Musi być wojna! Musi być walka! Nie ma innego wyjścia. Dlatego też ten ogień przychodzi, by palić. Apostoł Paweł musiał powiedzieć Hebrajczykom, że jeszcze nie cierpieli do tego stopnia, by wylała się krew w ich zmaganiach przeciwko grzechowi. Więc można powiedzieć, że w jakimś stopniu się opierali, ale ogień nie był w stanie tego spalić! Zadowolili się swoim stanem zbyt wcześnie! Osiągnęli zbyt mało. Dobry zewnętrzny wygląd – to im wystarczyło. Woda wykonała swoją oczyszczającą pracę.

J.O.Smith pisze w jednym miejscu i daje nam naprawdę dobry przykład o łańcuchu, który musi zostać oczyszczony od zabrudzeń, gruzu i wszelkich innych zanieczyszczeń. Pisze, że bierze się wodę i myje taki łańcuch, następnie oczyszcza się go szczotką i te najłatwiejsze do usunięcia zanieczyszczenia schodzą z wodą. Jest jednak ogromna ilość pozostałych zanieczyszczeń, których nie da się usunąć wodą. Wtedy łańcuch musi przejść przez ogień. Trzeba położyć go na ruszcie i podgrzać do wysokiej temperatury, aż wszelkie pozostałe zanieczyszczenia zostaną usunięte przez ten ogień. To daje dobry obraz. Tak właśnie jest w naszym życiu. Ogromną część zanieczyszczeń musi pochłonąć ogień.

Wiemy, że Jan, kiedy otrzymał wizję i zobaczył Jezusa, o czym możemy przeczytać w Objawieniu Jana 1 od 13 wersetu. Jest tu napisane: „(…) A pośród tych świeczników kogoś podobnego do Syna Człowieczego, odzianego w szatę do stóp długą i przepasanego przez pierś złotym pasem. Głowa zaś jego i włosy były lśniące jak śnieżnobiała wełna, a oczy jego jak płomień ognisty.” Takim Jan Go ujrzał! W ten sposób opisał Mistrza, gdy mu się ukazał. I w taki też sposób my ujrzymy Jezusa. Tak czystym, niesamowicie czystym, niewiarygodnie czystym! I te oczy, przed którymi nic się nie ukryje. Nic nie umknie! Pytanie jest tylko takie, czy jesteśmy tego świadomi? Jak bardzo jesteśmy świadomi faktu, że stoimy przed oczami Tego, który widzi wszystko? Tego, przed którym musimy zdać sprawę. Nie przed tym, ani przed tamtym. To nie ma najmniejszego znaczenia. Paweł mówi, że to nie ma najmniejszego znaczenia, czy wy mnie sądzić będziecie, czy jakiś inny sąd ludzki. To nie ma najmniejszego znaczenia. Jednak ogromne znaczenie ma to, by stać przed sądem Tego, którego oczy są jak płomienie ognia! On widzi na wskroś nasze myśli i zamiary serca, nasze motywy, które stoją za wszystkim. Widzi wszystko na wskroś! Tam wykonuje się praca. Gdy tym się zajmiemy, och, wtedy wykonuje się praca. Jesli możesz uklęknąć i stać się otwartą księgą przed Nim, by On mógł do ciebie mówić, wtedy wykonuje się praca. Więc postępujmy w ten sposób. Miłujmy to. Naprawdę to miłujmy. Bóg to miłuje i właśnie tego pragnie z całego swojego serca. „Czy moje słowo nie jest jak młot, który kruszy skałę i jak ogień, który pożera?” – mówi prorok.

Znamy słowo z Listu do Hebrajczyków 13, przede wszystkim jak Bóg się objawia. W 12,29 i 13,1 – „Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym.” Taki był ich Bóg. I On ma się stać również naszym Bogiem. Nie tylko Bogiem, który nas błogosławi. Tak, oczywiście to czyni, niesamowicie nas błogosławi. I często to też słyszymy, że będziemy wielce błogosławieni – i to prawda – ale nie jeśli unikamy ognia, jeśli unikamy Jego oczyszczającego ognia! W każdym razie nie będziemy wtedy błogosławieni w taki sposób, jakby Bóg tego chciał. Możemy być błogosławieni tak, jak poganie, jednak nie jest to błogosławieństwo, którym Bóg pragnie nas obdarzyć. On chce, byśmy weszli w wieczność wypełnieni życiem i charakterem Jezusa Chrystusa. Oczywiście nie dzieje się to ot tak. To jest jasne, że tak to nie działa. Możesz rozmawiać o tym przez lata, dziesiątki lat bez końca; to po prostu się nie stanie. Musimy chcieć. Być chętnymi stać się ofiarą, by On mógł wykonać swoją pracę. I wtedy ją wykona.

A tutaj jest to oczywiście napisane w powiązaniu z miłością braterską. Możesz miłować, ale na dystans. Jakże to okropne! O czym to świadczy, gdy żyjesz na dystans ze swoimi braćmi i siostrami? Oczywiście spotykasz ich raz na jakiś czas, machasz do nich i właściwie niewiele więcej, niż to. Co tym okazujesz? Okazujesz to, że się wycofałeś. Wycofałeś się. Bracia, siostry, których słuchamy, których świadectw słuchamy i które są tak dobre, jednak po upływie krótkiego czasu znikają. Czy są jeszcze wśród nas? Nie, odeszli. O czym to świadczy? Wycofali się w swoją strefę komfortu. To nie jest komfortowe. To nie jest komfortowe. Jeśli Bóg nie ma upodobania w twoim życiu – czy to nazwiesz komfortem? Ja tego tak nie nazywam. Bóg powiedział: „Lecz jeśli się cofnie, nie będzie dusza moja miała w nim upodobania.” Bóg miłuje to, gdy zaczynamy działać.

A jeśli obawiamy się ognia, tak naprawdę świadczy to o tym, że miłujemy własne życie bardziej, niż Boga. Czyż nie? Wybieram, by bronić i zachować samego siebie, zamiast miłować Boga i wejść w oczyszczenie. Z moimi braćmi. Na przykład z tymi, z którymi nie jest mi tak łatwo przebywać. Wtedy łatwo jest ich unikać, unikać okoliczności! Jednak uczniowie oddani całym sercem nie postępują w ten sposób. W pewnym sensie bardziej starają się, by spędzać więcej czasu z takimi ludźmi, to da się odczuć. Oczywiście nie jest to wygodne dla ciała. Czy może być inaczej? Czy myślisz, że ciało będzie kiedykolwiek zadowolone, gdy ma być pochłonięte przez ogień? Nie może być zadowolone! Dlatego nazywamy to cierpieniem. Musimy to wycierpieć. A wtedy nam się udaje. Tak, wtedy nam się udaje i jak wspaniale, gdy te wszelkie zanieczyszczenia zaczynają znikać.

W I Liście Piotra czytamy dobrze znane dla większości z nas wersety, w 4 rozdziale, werset 12: „Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was coś niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy doświadczeniu waszemu, ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili.” Niesamowity rezultat! Niesłychany rezultat, który tak naprawdę przynosi ta ognista próba. Po to ona przyszła. Nie po to, by Bóg zobaczył nas wijących się z bólu. On pragnie nas wyzwolić i uwolnić! A ta ognista próba ma dokładnie to na celu.

Nie dziwcie się. To wcale nie jest dziwne. Czasami możemy odczuwać zdziwienie – jestem jedynym, który doświadczył tego w taki sposób, nikt, tylko ja. Jestem bardziej nieszczęśliwy, niż ktokolwiek inny, nikt więcej nie przechodzi przez takie doświadczenia, jak ja. To jest niedorzeczne. To wcale nie jest dziwne. Wszyscy tego doświadczamy, jeśli wchodzimy w ślady Jezusa. On szedł tą drogą przed nami. To wszystko służy temu, by dzieło zostało w nas wykonane. Stopniowo, krok po kroku. Odczuwamy, że ogień usuwa brud i oczyszcza, ale potem przychodzi chwała! Na przykład cierpliwość, którą miałeś i okazywałeś przed innymi, a teraz powoli zaczynasz odczuwać, że „o!” jestem w stanie być cierpliwym niezależnie od okoliczności. Ona pojawia się powolutku. Ale się pojawia. Mogę być cierpliwy w stosunku do tych osób, gdyż ogień wykonał swoją oczyszczającą pracę nad wszelkimi wymaganiami, które są we mnie! Nad moimi oczekiwaniami. Tymi okropnymi, obrzydliwymi wymaganiami – inni muszą zachowywać się tak, jak ja tego chcę, zanim odczują ode mnie jakąkolwiek miłość. Gdy ogień to oczyści, wtedy będziesz po prostu niesamowicie wdzięczny. Coraz bardziej wdzięczny. I będziesz w stanie znosić i nosić innych z dobrocią w swoim sercu. I pragniesz tego, by inni mogli być błogosławieni, by mogli się mieć lepiej, by mogli się mieć wspanialej. W miarę upływu czasu masz coraz więcej takiego pragnienia. Jeśli ogień cię oczyszcza. Jednak jeśli ten ogień nie oczyszcza i przybrałeś tylko piękny zewnętrzny wygląd, możesz mieć 80 lat, możesz zestarzeć się nawet do 80 lat i w dalszym ciągu mieć ogromne problemy z innymi. Oczywiście w różnym stopniu. Ale jakaż nieopisana pełnia nadziei jest w tym, co Bóg może w nas uczynić, jeśli jesteśmy chętni, by się ofiarować. Niesłychana pełnia nadziei.

Możemy też, w bardzo wielkim stopniu, być uczestnikami chwały naszego Pana Jezusa Chrystusa, jeśli tylko pozwolimy, by to On kierował naszym życiem.