Bałem się prowadzić „zwyczajne życie”

Kiedyś martwiłem się, że prowadzę swoje życie zbyt bezpiecznie, że potrzebuję czegoś innego. Wtedy Bóg pokazał mi coś nowego…

Napisane przez Mark Shelley
Bałem się prowadzić „zwyczajne życie”

Od pewnego czasu pojawił się we mnie strach, że moje życie jest „zbyt zwyczajne”. Było takie bezpieczne i zdecydowanie za mało w życiu osiągnąłem. Stwierdziłem, że takie przeciętne życie mnie nie zadawala. Zacząłem się zastanawiać nad rocznym wyjazdem do zupełnie innego środowiska, by doświadczyć różnych „trudności” oraz przeżyć to, co uważałem za prawdziwe próby w życiu i odnieść sukces. Zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób Bóg może położyć swoją pieczęć na kimś, kto prowadzi takie proste, zwyczajne życie?

Odczuwałem, że nigdy nie robię wystarczająco dużo, aby się wykazać i ten ciężar kradł radość, jakiej mogłem doświadczać w codziennym życiu. To było dla mnie, jak brzemię. Wtedy usłyszałem coś, co mnie oświeciło i rozwiało moje wątpliwości:

„Nasze życie jest maleńką kropką, pyłkiem na szali czasu i w tym krótkim czasie, który nam jest dany, Bóg musi wykonać w nas swoje ogromne dzieło przekształcenia.”

To Bóg wykonuje we mnie swoje dzieło; On ma nad tym kontrolę i pragnie uczynić coś w moim życiu – On chce, bym został przekształcony na obraz Jego Syna! (List do Rzymian 8,29) Moje oczy naprawdę zostały oświecone! Bóg tak bardzo troszczy się o to, by dokończyć swoje dzieło we mnie, że w doskonały sposób zaplanował każdą sytuację i każdy poszczególny dzień. I to właśnie te „zwykłe”, codzienne sprawy są dokładnie tym, przez co Bóg może mnie doprowadzić do całej pełni Chrystusowej! (List do Filipian 2,13; List do Efezjan 4,13)

W moim ciele, w mojej naturze znajduje się wiele rzeczy, których nie powinno tam być. Na przykład lenistwo, samolubstwo, egoizm, powierzchowność. Niezależnie od tego, czy znajdę się w ekstremalnych okolicznościach, czy też prowadzę ciche, spokojne życie, wszystko to objawi się w ten lub inny sposób. I trzeba to oczyścić oraz zastąpić czymś nowym, a Bóg nie potrzebuje ekstremalnych okoliczności, by móc wykonać swoje dzieło. W codziennych sytuacjach życia wskazuje mi, co tak naprawdę tkwi w mojej naturze i czego potrzebuję, aby to przezwyciężyć.

Mogę pozmywać naczynia po posiłku, zamiast leżeć na sofie. Zapytać, jak się innym wiedzie, zamiast w kółko rozprawiać o swoich problemach. Naprawdę się cieszyć, że ktoś pojechał na dłuższe wakacje, niż ja, ma większy dom lub lepszą pracę, zamiast być zgorzkniałym i zazdrosnym. Wszystkie te proste rzeczy, to wybory, jakich muszę dokonywać oraz możliwości, by nie czynić własnej woli, lecz być posłusznym, gdy Bóg wskazuje mi na coś, co ma się zmienić w moim życiu. Jeżeli zapieram samego siebie, wtedy robię miejsce dla Chrystusa, by mógł mnie wypełnić swoim życiem i swoimi cnotami. A życie wypełnione Jego cnotami sprawia, że niebo pojawia się na ziemi.

To jest Boże dzieło i Jego plan, by doprowadzić mnie do tak wspaniałego życia. Mogę więc oddać wszystko w Jego ręce i nie bać się prowadzić „zwyczajnego życia”, jakie On dla mnie przygotował. Jedyne, o co powinienem się troszczyć, to by trzymać się blisko Niego we wszystkich sytuacjach – tak, bym mógł usłyszeć Jego szept i od razu być posłusznym.

Bóg bardzo się cieszy, że może użyć tego „zwykłego życia” do tak niezwykłej i całkowitej przemiany. A takie życie jest dalekie od zwyczajnego – tak daleko, jak tylko to możliwe!

Być może zainteresują cię inne artykuły na naszej stronie tematycznej „Być chrześcijaninem” lub któreś z poniżej wybranych materiałów:

Pismo z przekładu Biblia Warszawska. Używane za pozwoleniem. Wszelkie prawa zastrzeżone.